Sekrety Sukcesu

Droga do zdrowia – część 4: Blisko coraz bliżej

zioła a pasożytyPo roku od rozpoczęcia przygody z biorezonansem zaczęły się moje dalsze poszukiwania właściwej ścieżki do zdrowia (wtedy jeszcze nie miałem sygnałów od znajomych o odejściu od korzystania z tego wynalazku, jakim jest Bicom). I tak trafiłem na książkę (jak mi się wtedy wydawało na wpół naukową, gdzie w zrozumieniu pomagała moja wiedza inżynierska) Huldy ClarkKuracja życia”. Akcentowała ona dwa kierunki dbania o zdrowie: oczyszczanie organizmu (z podziałem na poszczególne organy) dzięki odpowiednim ziołom oraz pozbywanie się patogenów. Cóż to te owe patogeny? Bakterie, wirusy, grzyby, pasożyty. Autorka za zły stan zdrowia obwiniała właśnie owe patogeny, wymyśliła nawet dość proste urządzenie do ich zabijania (nieco podobne w działaniu do wcześniej omawianego Bicomu, lecz nie tak skomplikowane technologicznie). Do tego kuracja usuwająca pasożyty z układu pokarmowego. I to kolejna ścieżka prowadząca nie w tym kierunku, co trzeba, bowiem jakie są fakty?

Trzeba mieć świadomość, że na każdą komórkę naszego organizmu przypada bytujących w nim 10 „obcych”. Nie chodzi tu o kosmitów lecz o wszelkiej maści głównie bakterie, wirusy, ale i inne patogeny. Jak to możliwe? Trzeba mieć świadomość, że wirus jest tak mały, że bez problemu może pomieszkiwać sobie wewnątrz naszej komórki, co więcej, tylko dzięki temu potrafi się namnażać – czyli tworzyć swoje kopie dzięki naturalnemu podziałowi komórki swego gospodarza (czyli naszego organizmu). Początkowo może to się wydawać dziwne, a nawet przerażające, jednak tak urządzony jest ten świat i mimo wszystko żyjemy najczęściej w zdrowiu. Co ciekawe – bez wielu takich „gości” choćby bytujących na skórze mielibyśmy nie lada problemy, np. naskórek zacząłby się łuszczyć w taki sposób, jak przy chorobie zwanej łuszczycą. Może jeszcze jeden przykładowy fakt – prawie połowa populacji nosi na swej skórze gronkowca – czy to znak, że wszyscy oni są chorzy? Oczywiście, że nie. O wszystkim decyduje sprawnie funkcjonujący układ odpornościowy, a my nie powinniśmy mu przeszkadzać w działaniu, a tylko zabezpieczać organizm przed uszkodzeniami i dostarczać wartościowej żywności.

bakteria - helicobacter pyloriJednak w tamtym czasie nie miałem tej wiedzy i uległem modzie antypasożytniczej. Oczywiście w wielu przypadkach pozbycie się pasożytów potrafi sprawić, że da się zauważyć wizualnie i odczuwalnie poprawę stanu zdrowia. Cóż z tego, jeśli organizm wewnątrz nadal jest schorowany i nawrót tych samych, a czasem znacznie groźniejszych pasożytów jest tylko kwestią czasu. I tego już Clark nie była świadoma, bo doradzała wszystkim stałą okresową walkę z wiatrakami. A skąd te nawroty? Organizm człowieka jest ewolucyjnie przystosowany do wspomagania się gośćmi z zewnątrz, wpuszczając je po to, aby zapobiec znacznie większym problemom. Często pasożyty mają za zadanie pożywiać się martwą tkanką i raczej nad tym trzeba się zastanowić: co jest powodem pojawiania się owego pokarmu dla pasożytów, bowiem usunięcie ich pokarmu sprawi, że pasożyty dłużej nie przeżyją z braku dogodnych warunków życiowych i problem rozwiąże się samoistnie. Najlepszym tego przykładem jest walka z wiatrakami w postaci prób pozbycia się bakterii helicobacter pylori, bytujących w żołądku. Rzekomo to one są przyczyną (do spółki z naturalnym kwasem żołądkowym niezbędnym do wstępnego trawienia pokarmów) wrzodów żołądka. Totalna bzdura polegająca na myleniu przyczyn i skutku. I dlatego walka z nimi poprzez spożywanie antybiotyków bywa walką z wiatrakami, bo co prawda bakterie wyginą, ale po kuracji pojawią się bardzo szybko, bo takie mają zadanie – zamieszkiwać układ pokarmowy i żywić się martwą tkanką pojawiającą się właśnie w owych wrzodach i innych schorzeniach żołądka (tak – takie ich zadanie, bo skoro tak powszechne są w świecie, to dlaczego nikt nie słyszy o wyrządzaniu przez nie szkód np. w nosie?). Co gorsza antybiotyki wybijają przy okazji tzw. dobre bakterie jelitowe, a jak do tego dorzucić leki na obniżenie kwasowości żołądka, to spożywane pokarmy nie są właściwie przetrawione i trafiają do dalszych części układu pokarmowego w niewłaściwej postaci, a do tego z bakteriami, które miały zginąć w żołądku pod wpływem kwasu solnego, W jelicie cienkim i grubym mogą rozwijać się wtedy te niekorzystne dla naszego organizmu bakterie, bo mają świetne pole do popisu (duża porcja niewłaściwie przetrawionego pokarmu i brak konkurencji w postaci bakterii przyjaznych organizmowi). Te kroki potrafią prowadzić do dalszych, jeszcze dotkliwszych chorób.

Na całe szczęście nie miałem dużych problemów zdrowotnych typu wrzody, więc nie groziły mi tego typu kuracje zalecane przez medyków. Postanowiłem jednak spróbować owego schematu H. Clark dotyczącego usuwania pasożytów z układu pokarmowego. Hmm…, czytając książkę, dowiedziałem się wtedy o dwóch ciekawych aspektach powiązanych ze sobą. Przestrzegała przed tym dr Clark, jako przed normalnym skutkiem ubocznym – chodzi o tzw. reakcję Herxhemera, swojego rodzaju czasową niewydolność organizmu z powodu zbyt intensywnego usuwania złogów (substancji, których nie powinno być w organizmie – to taki odpowiednich śmieci, które w życiu codziennym przecież wyrzucamy do kosza) z organizmu (w tym martwych nieproszonych gości). Objawy tej reakcji potrafią być różne i warto znać ich listę i nie traktować tego jako kolejną chorobę, próbując się jej pozbyć lekami. Może ona przypominać objawy grypy i udało mi się ten stan osiągnąć i to tylko ten jeden raz podczas owej kuracji przeciwpasożytniczej dzięki mieszankom ziół, przypraw kuchennych i kropli z orzecha czarnego (amerykański odpowiednik naszych nalewek orzechowych na problemy żołądkowe). Żadne cuda, a objawy wystąpiły – a jednym z nich (prócz osłabienia i gorączki) był „natłok myśli” zabawny lecz uciążliwy objaw i choć o nim wcześniej czytałem, to nie potrafiłem sobie tego wyobrazić (np. jakaś myśl w postaci prostego zdania potrafiła się zapętlać i zdanie było w głowie powtarzane wiele razy, co nie pozwalało mi zasnąć i prawie całą noc miałem w czasie tej kuracji nieprzespaną).

Podział na białka, węglowodany, tłuszczeW międzyczasie czytałem wiele innych książek, w tym znanych u nas rosyjskich autorów Tombaka i szalonego wręcz Małachowa (opis pomysłów tego drugiego sobie odpuśćmy). Tombak miał wiele porad i faktycznie dzięki wiedzy z jego książek wiele się nauczyłem. Przede wszystkim wiedzy na temat klasyfikacji żywności na białka, węglowodany i tłuszcze. Ale także i tego, żeby dokładnie przeżuwać pokarm i nie rozrzedzać go w żołądku, popijając każdy kęs.

Tombak polecał również kuracje oczyszczające podobne do tych zalecanych przez Clark. Podstawowym problemem było to (czego wtedy nie dostrzegałem), że to porady dla na prawdę schorowanych ludzi, jak powinni przy użyciu tych kuracji (niejako w trybie awaryjnym) dojść do zdrowia na takim poziomie, aby dalej mógł wkroczyć już poprawnie funkcjonujący układ odpornościowy. To zalecenia na przykład dla chorych na raka (jak choćby dieta wegetariańska wybitnie zasadotwórcza, zapobiegająca zakwaszeniu organizmu przez duże ilości spożywanych białek), a jak wiadomo inne powinno być postępowanie wobec poważnie chorych, a inne wobec tych, którzy jedynie powinni dbać o zdrowie, żeby do owych ciężkich chorób nie doszło.

Potem doczytałem się w książkach Andrzeja Janusa, że wielce powszechną sprawą jest patogen (mogący mieć postać drożdżaka lub grzyba) candida albicans. Zmora naszych czasów, lecz jak się okazuje, jest ona też tylko skutkiem, a nie przyczyną fatalnego stanu zdrowia – bowiem tak się składa, że jakoś nie atakuje zdrowych organizmów – podobnie jak ma to miejsce w opisanym wcześniej przykładzie z bakteriami helicobater pylori. Zatem choć szeroka kuracja zwalczania tego patogenu ma w sobie wiele dobrego (bo pokazuje złą robotę, jaką wykonują mąka, cukry, mleko – czyli tzw. biała śmierć – co ciekawe „albicans” znaczy biały), lecz to tylko leczenie skutków i nie musi prowadzić do wyzdrowienia, czyli sytuacji w której nie będzie już nawrotów tego patogenu.

Wbrew pozorom nie była to długa droga do prawdy, choć kilka razy zbłądziłem, to w końcu dotarłem do źródła wiedzy, która pokazuje właściwy kierunek (stąd wiele komentarzy o niewłaściwych drogach, które tu się pojawiły, miałem szansę oprzeć na zdobytej wreszcie poprawnej biologicznie wiedzy). O tym w kolejnej części cyklu Drogi do zdrowia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *